Recenzja książki Katarzyny Grabowskiej "Obca miłość".

Recenzja książki Katarzyny Grabowskiej "Obca miłość".


Niecierpliwie czekałam, aż będę mogła podzielić się z wami moimi odczuciami po przeczytaniu nowej książki Katarzyny Grabowskiej "Obca miłość". Zostając jej ambasadorką wiedziałam, że czeka mnie ciekawa przygoda, od możliwości rozmów z autorką po otrzymanie swojego egzemplarza z podziękowaniem na końcu. To wspaniałe uczucie, dlatego już teraz w dniu premiery zapraszam Was na moją małą recenzję. 

Opis książki z okładki :
„Weronika wiedzie na pozór szczęśliwe życie jako jedyna spadkobierczyni fortuny Skarbierskich. Zdradzona przez narzeczonego, stara się unikać miłości, ciągle żyjąc wspomnieniami nieudanego związku. Po nagłej śmierci dziadka wspierana przez współlokatorkę, a zarazem przyjaciółkę, Milenę Bielską, wraca w rodzinne strony, jednak na miejscu okazuje się, że nic nie jest już takie samo, jak kiedyś. Weronika nagle znajduje się w samym centrum dziwnych wydarzeń, które ukazują otaczających ją ludzi w zupełnie innym świetle. Być może śmierć dziadka nie była przypadkowa. Być może starszy pan skrywał pewien sekret, który zaważy na dalszym życiu dziewczyny. Być może nie każdemu przyjacielowi można ufać. Czy poznany przypadkiem syryjski uchodźca, Jusuf, okaże się cudownym wybawcą, który ocali Weronikę i sprawi, że jej serce otworzy się na miłość? A może to on stanie się jej najgorszym koszmarem?”
 „Obca miłość” – pierwszy tom serii pt. Wszystkie nasze chwile Katarzyny Grabowskiej, wydawnictwo Videograf. Powieść nieco inna niż wcześniejsze tej autorki, ale nie mniej fascynująca i wciągająca. Sięgnęłam po nią z ogromnym zainteresowaniem, zostając przy okazji ambasadorką książki. Współpraca z autorką to bardzo niezwykła przygoda. Pani Katarzyna to ciepła i „normalna”, jak wiele z nas, kobieta, która wspaniale potrafi przenieść nas w świat swoich bohaterów. Jej lekkie pióro sprawia, że książkę czyta się przyjemnie i z ekscytacją, co wydarzy się w kolejnym rozdziale, a potem w kolejnym tomie. Stworzyła wyjątkowy klimat, oddziałując na nasze emocje dzięki czemu tak łatwo identyfikować się bohaterami. 
Głowna bohaterka Weronika, dla bliskich Nika, jako kilkulatka straciła w wypadku rodziców, opiekował się nią dziadek z pomocą sąsiadów Boguszów. Kiedy wiele lat później dowiaduje się o jego śmierci nie może w to uwierzyć, zbyt wiele jest niedomówień i pytań. Pierwsze dni od tej okropnej informacji dla Weroniki są niczym innym, jak fatamorganą, otumaniona i nie rozumiejąca do końca co się właśnie wydarzyło, próbuje okiełznać swoje myśli i zdobyte już informacje. Od tego momentu akcja zaczyna się rozkręcać. Wielką pomocą okazuje się dla niej, jej współlokatorka Milena. Jednak nie do końca działa ona z czystych pobudek, co wyjdzie na jaw, a Weronika wpadnie w kolejne ręce chętne do pomocy. To syryjski uchodźca Jusuf chce jej pomoc, ale czy aby na pewno będzie to właściwa osoba? Czy można uwierzyć całkiem obcej osobie i wyjść na tym dobrze? Autorka daje nam do myślenia, pokazuje nam życie uchodźców, ich relacje między sobą i z innymi mieszkańcami Skarbiesza.  
„Z wirującej, nieskładnej plątaniny myśli wyłoniły się wyraźniejsze, chociaż urywkowe, wspomnienia minionych dni...”
  Weroniką miotają emocje strachu, miłości, rozczarowania i nienawiści. Taki kalejdoskop uczuć serwuje nam autorka, wprowadzając nas w kompletne zaskoczenie i niepewność. Nika pragnie poznać zabójcę dziadka i dowiedzieć się kto odpowiada za kłamstwa i manipulacje. Czy to jej się uda? Dowiemy się tylko czytając książkę, ja wam nic więcej nie zdradzę. 
„– W końcu to wątpliwości są motorem napędzającym ten świat... –”
 Tak naprawdę, zawroty akcji powodują, że nie jesteśmy przekonani kto z bohaterów to czarny charakter, a kto dobry. To mi się najbardziej podoba. Uwielbiam takie kreacje w książkach, kiedy do końca nie wiemy co myśleć. Każdy element układanki pasuje do następnego, a my z ciekawością czytamy stronę za stroną. Opisy akcji, miejsc i bohaterów są tak naturalne, że ich ilość idealnie jest wkomponowana w całość książki. Nawet tytułowa "Obca miłość" jest w taki sposób ukazana, że nie wiemy do końca co z tego wyniknie. 
„Może tego jeszcze nie rozumiesz, może nie potrafisz zaakceptować, ale wszystko, co się dzieje, ma swoją przyczynę.”
Kiedy dotarłam do ostatniego zdania, doznałam szoku. Dlaczego to już koniec, tego się nie spodziewałam, a pierwsze co pomyślałam, to jak wytrzymam kolejne miesiące w oczekiwaniu na drugi tom serii. Polecam wam z czystym sumieniem książkę Pani Katarzyny, dla kogoś, kto lubi czytać serie książek oraz kilku tomowe powieści cykl Wszystkie nasze chwile będzie idealnym wyborem. Odrobina pikanterii, tajemniczości oraz kryminału, czyli połączenie idealne. W mojej biblioteczce na pewno znajdą się w przyszłości kolejne tomy.
W tym miejscu chciałabym serdecznie podziękować Wiktorii – autorki bloga Wind of Reneval oraz samej autorki – Katarzyny Grabowskiej, dzięki którym mogłam zostać ambasadorką książki „Obca Miłość” i przenieść się w życie bohaterów i móc z nimi przeżywać każdą najmniejszą historię. Już teraz wiem, że sięgnę po kolejne tomy aby przekonać się jak zakończy się historia Niki.


Loki jak z salonu zrobione w domowym zaciszu. O tym marzyłam od długiego czasu.

Loki jak z salonu zrobione w domowym zaciszu. O tym marzyłam od długiego czasu.

Kupno lokówki automatycznej stanowił dla mnie wyzwanie, z jednej strony chciałam mieć piękne loki i uniesione włosy u nasady a z drugiej nie chciałam płacić za jeden gadżet ponad 300 zł.
Tak było dopóki nie trafiłam na lokówkę automatyczną w Biedronce marki Hoffen. Nie spodziewałam się po niej wiele, chociażby z powodu jej niskiej ceny, w promocji zapłaciłam jedyne 39,99 zł. Patrząc na ceny "oryginalnych" lokówek tego typu musiałabym zapłacić kilka razy tyle. 


Pytanie czy było warto zaoszczędzić tak wiele? Bezapelacyjnie TAK. Jeśli te 40 zł. miały sprawić, że moja fryzura w końcu przestanie być oklapnięta i bez polotu to udało się w 100%. W pudełku znajdziemy lokówkę z nakładką zabezpieczającą głowicę do kręcenia oraz szczegółową instrukcję. Osobiście nie miałam styczności z innymi lokówkami automatycznymi także nie mogę mojej porównać do droższych. Wiem jednak, że na początek przygody z takim urządzeniem nie ma potrzeby przepłacać. 


Lokówka posiada możliwość ustawienia temperatury w zakresie 110 *C do 200 *C - co daje 10 poziomów regulacji temperatury. Do tego możemy ustawić czasu pracy od 5 do 15 sekund. Gotowa do pracy w 30 sekund, maksymalna temperatura w 90 sekund.




Wygląd lokówki to klasyczna czerń, która moim zdaniem przypadnie do gustu każdemu. Obsługa lokówki jest bardzo intuicyjna. Wyświetlacz pokazuje nam jaką temperaturę ma głowica kręcąca oraz na jaki czas ustawiono skręcanie. Do tego możemy ustawić, w którą stronę mają być kręcone: tryb lewy, tryb prawy, tryb naprzemienny dla uzyskania naturalnego skrętu. Lokówka wydaje sygnały dźwiękowe informujące, że czas kręcenia minął i lok jest gotowy. Sposób korzystania z lokówki jest na prawdę prosty. Piękne loki i fale z łatwością możemy samodzielnie zakręcić, jeśli pojawi się kłopot z tylną partią włosów wystarczy poprosić o pomoc chociażby męża. Sama najczęściej kręcę delikatne fale na przednich partiach włosów aby lekko okalały twarz. 



Największym plusem dla mnie jest to, że loki utrzymują się do następnego dnia bez użycia lakieru i innych środków utrwalających fale. Objętość włosów dzięki temu jest większa i nie są one już oklapnięte i bez wyrazu.
"Magia ukryta w kamieniu" Katarzyna Grabowska - recenzja książki.

"Magia ukryta w kamieniu" Katarzyna Grabowska - recenzja książki.

Książka, którą chciałabym wam przybliżyć i zachęcić do sięgnięcia po nią, to pierwszy tom  magicznej serii książek Katarzyny Grabowskiej- Magia ukryta w kamieniu.

Kiedy zgłosiłam się do booktoura byłam przekonana, że to będzie fajna przygoda i się nie pomyliłam. Był tylko jeden minus. Musiałam chwilę poczekać na swoją kolej, bo akurat w losowaniu trafiłam niemal na sam koniec listy. Ale powiem wam szczerze, że warto było czekać. To napięcie kiedy książka trafi w moje ręce, jeszcze bardziej wzmogło chęć jej przeczytania. 


Główna bohaterka to Julia - maturzystka, która marzyła o spędzeniu wakacji za granicą ale choroba Babci zmusza ją do zaopiekowania się nią na wsi. Od początku pobytu Julia poznaje tajemnice i historie z młodości Babci Tosi. Jak się okazuje ostrzeżenia, aby nie szukała ukrytego w lesie kamienia, na nic się zdały i Julia za sprawą magii ukrytej w kamieniu przenosi się do tajemniczej i pochmurnej krainy przypominającej średniowiecze.

Buria skrywa w sobie wiele tajemnic,  jest to miejsce w którym mamy rycerzy, damy dworu, uczty czy też polowania na niebezpieczne istoty. Już od początku pobyt Julii w  krainie zapowiada zwrot akcji. Najpierw uznana za czarodziejkę czy też wróżkę, jak sama się nazwała aby później zostać wygnaną z królestwa "obcą". Julia ma swoich zwolenników i przeciwników, całkiem jak w życiu, jednak jej walka o przetrwanie i powrót do domu jest wyjątkowo silna. Próby niesienia pomocy i wprowadzania zmian w krainie spotykają się z ignorancją i dezaprobatą. 
Już od początku napięcie jest dozowane wystarczająco aby nie przerywać czytania. Dlatego tak bardzo nie mogę się doczekać drugiej części. 


Nie chcę wam zdradzać całej fabuły, powinniście sami przeczytać i ocenić książkę. Ja wiem, że kolejne tomy znajdą się w mojej kolekcji bezapelacyjnie. 

Bardzo dziękuję za możliwość przeniesienia się do magicznej Burii.
Rejs statkiem wycieczkowym - HIT czy KIT ?

Rejs statkiem wycieczkowym - HIT czy KIT ?

Planując wakacje w tym roku od razu wiedziałam, że wybierzemy Polskę. Dzieci są małe i zależy mi aby najpierw poznały nieco naszej Ojczyzny zanim przejdziemy do zwiedzania innych Państw. Starszy w tym roku kończy osiem lat, czasem a nawet częściej zastanawiam się kiedy to zleciało? Przecież jeszcze niedawno byłam z nim w ciąży i martwiłam się jak sobie poradzimy, a tutaj taki duży i samodzielny chłopiec, do tego obok jest drugi równie rozpieszczony prawie pięciolatek. Ten skład rodziny jest na tę chwilę idealny, dzieciaki są w wieku, który pozwala nam na swobodne podróżowanie a i nawet teraz, tak dopiero teraz, mogę ich zostawić u mojej Mamy na kilka dni żeby móc wyjechać gdzieś tylko we dwoje. To jest teraz mój cel, przyzwyczaić syneczka mamusi - pięcioletniego rozpieszczonego Misiaka żeby został tych kilka nocy ze starszym bratem u dziadków. Tylko po to, by rodzicie mogli zadbać sami o siebie. Powoli będę ich do tego przyzwyczajać, a sama zakładam skarbonę i zbieram na wymarzony wyjazd we dwoje. 

5 gier dla czterolatka -idealne na długie wieczory.

5 gier dla czterolatka -idealne na długie wieczory.

Rozwój naszych dzieci zawsze będzie priorytetem. Ostatnio sporo się mówi o tym, że dzieci są prze-stymulowane. Zgadzam się z tym w 100 %, niestety taka jest prawda. Dzieci mają za dużo wszystkiego, zabawek i zwłaszcza elektroniki. Zajęcie przedszkolaka na dłuższą chwilę to nie lada wyzwanie, szybko mu się nudzi i oczekuje od nas ciągłej uwagi. Co zrobić jeśli pracujemy w domu  i nie zawsze uporamy się z pracą jak dzieci są w przedszkolu? Pozostaje nam ratowanie się zabawkami, tylko jakimi?
Najlepiej takimi, żeby ułatwiały naszym pociechom rozwój. Tutaj zawsze będę wierna klockom LEGO, które zajmują czas starszego syna, a od niedawna również młodszego. Uwielbia godzinami siedzieć i wymyślać coraz to bardziej skomplikowane budowle. Uczą go cierpliwości i wiary w swoje umiejętności i zdolności manualne.
Ale nie o tym miałam pisać, co jeszcze możemy zaproponować naszemu dziecku żeby długie i ponure wieczory nie były nudne?
Po Świętach i urodzinach mojego już 4 latka stawiam na gry. Widzę jak wspólnie ze starszym bratem uczy się zdrowej rywalizacji, przestrzegania zasad ale również miłego spędzania czasu w gronie rodziny. Do grania bowiem dołącza zawsze ktoś z dorosłych. Zależy nam aby dzieci wiedziały, że mogą na nas liczyć zawsze i wszędzie.


Póki co stawiamy na gry, które mamy. Oczywiście w planach są też inne, mam już kilka upatrzonych, ale chętnie się dowiem jakie wy lubicie i macie gry, może i nam się spodobają.

1. Magnetyczne cyferki. Gra edukacyjna, Babcia z myślą o moim małym matematyku zakupiła pod choinkę, cóż bardziej przypadło do gustu młodszemu.

W zestawie mamy 100 elementów magnetycznych idealnych do przyczepiania na lodówkę, lub tablicę magnetyczną jeśli taką macie. Dzięki tylu możliwościom dziecko może się uczyć i bawić.





2. Domino - wybraliśmy Go Diego.


Gra, która zawsze będzie modna, idealna dla małych dzieci, uczy rozpoznawania takich samych elementów.




3. A kysz - w grze tej uczestniczy muszą przechytrzyć pozostałych strasząc zwierzaki należące do innych. 

Słoń boi się myszy, mysz - kota, kot - psa,  a pies- słonia. Zwycięzca jest jeden, ten który poradzi sobie najlepiej z tą układanką. Chłopcy chętnie w nią grają, zwłaszcza że zajmuje nie wiele miejsca i mogą ją zabrać ze sobą nawet do dziadków.








4. Zwierzakowo - gra edukacyjna firmy Trefl FUN for everyone. 


Dzięki tej grze dziecko uczy się rozpoznawać tropy i symbole zwierząt. Gra zawiera książeczkę z propozycjami zabaw, która daje nam gotowe scenariusze. Widzę jednak po swoim przedszkolaku, że brak takiej książeczki to nie byłby dla niego kłopot.






5. Magnetyczne ubieranki, gra dla dzieci w wieku 3-8 lat, jednak i dla starszych będzie ciekawym pomysłem na nudę. 


Pudełko zawiera magnetyczną tabliczkę z namalowaną twarzą, do której należy przyczepić odpowiednie części: oczy, nos, usta itp. według wzoru lub według własnego pomysłu.






Wiadomo, że oprócz gier typowo domowych w naszym repertuarze są inne zajęcia, takie jak rower, hulajnoga, rolki czy też trampolina. Jednak już teraz szukam kolejnych pozycji idealnych na wyjazd bądź niepogodę. Liczę na waszą pomoc w tej kwestii.


Warsztaty Johnson`s sprawdzone-udowodnione, czyli cała prawda o kosmetykach dla dzieci.

Warsztaty Johnson`s sprawdzone-udowodnione, czyli cała prawda o kosmetykach dla dzieci.

Początek października był dla mnie bardzo pożyteczny i dobrze się zaczął. Zarówno w sprawach prywatnych, jak i firmowych miałam możliwość rozpocząć nowe projekty, które zapowiadają się całkiem fajnie. Jednym z takich projektów, dzięki któremu miałam możliwość pobytu we Wrocławiu i spędzenia cudownego dnia, była moja obecność na warsztatach organizowanych przez Johnson`s pt. Sprawdzone – udowodnione, czyli cała prawda o kosmetykach dla dzieci. Zaproszenie na to spotkanie bardzo mi się spodobało, miałam dobrą okazję do relaksu poza domem oraz obalenia kilku mitów. Miło było poznać nowe osoby, ale również spotkać się z tymi które już znam. Dodatkowo miejsce warsztatów sprzyjało miłej atmosferze, a sama organizacja była na wysokim poziomie.



Warsztaty rozpoczęła pani Agnieszka Machnio – wieloletnia ekspertka marki Johnson`s, autorka poradników i szkoleń dla położnych oraz rodziców z dziedziny pielęgnacji niemowląt. Część czysto teoretyczną poprowadziła Katarzyna Bosacka, dziennikarka, współautorka książek poradnikowych „Cena urody” i „Jestem mamą”.  Część bardziej praktyczną poprowadziła dr inż. Magdalena Sikora, pracownik naukowy Politechniki Łódzkiej, ekspert w zakresie surowców i półproduktów kosmetycznych. Popularyzuje wiedzę na temat bezpieczeństwa kosmetyków i ich działania. Każda z Pań miała wiele do powiedzenia w kwestii kosmetyków dla dzieci, ale zwłaszcza w obaleniu mitów z nimi związanymi.


Nie od dziś wiadomo, że po urodzeniu dziecka często zanim zapytamy o radę nasze mamy szukamy odpowiedzi w Internecie, czasem u przyjaciółek a coraz rzadziej u lekarzy i położnych. Niestety nie zawsze jest to dobre, przez szum informacyjny oraz nadmiar informacji, w dodatku różnych i odbiegających od siebie, gubimy się i przez to mamy kłopot z odróżnieniem prawdy od głupoty. Do tego dochodzą trendy kosmetyczne, którym my ciekawe świata i odważne kobiety milenijne próbujemy sprostać. Jedni wpierają, że ekonaturalne kosmetyki są najlepsze, inni że emolienty z apteki, a jeszcze inni że po co chemia lepiej sama woda. Warto jest zapamiętać, że nasze dzieci mają od nas do 30% cieńszą warstwę rogową naskórka o większej przepuszczalności, przez co potrzebują większej ochrony. Jednak dla tego bezpieczeństwa wystarczą 3 kosmetyki, które będą:
  1. Oczyszczały. 
  2. Pielęgnowały.   
  3. Chroniły skórę przed promieniami słonecznymi.
Katarzyna Bosacka powiedziała coś bardzo istotnego, z czym zgadzam się w 100% , otóż nasze dziecko nie jest obiektem eksperymentów, dlatego nie powinniśmy „próbować” co dla nich jest dobre, tylko zaufać ekspertom i markom, dla których dobro naszych dzieci jest równie ważne.
Temat wykładu był bardzo chwytliwy „Jak mądrze kupować i nie zwariować, czyli cała prawda na temat kosmetyków”.  Niestety w tym pędzie życia zapominamy, że to czego staramy się unikać w kosmetykach znajduje się w jedzeniu. Ilość dostarczanych nam informacji jest zbyt duża by właściwie podjąć decyzję. Prawda jest taka, że im więcej wiemy, tym mniej mamy wartościowych informacji w głowie. Sama po sobie widzę, że wiele informacji zwalałam na firmę i dany kosmetyk nie biorąc w ogóle pod uwagę faktu, że potencjalna alergia czy wysypka może być skutkiem całkiem innych rzeczy, takich jak chociażby zanieczyszczenie kosmetyku. Młoda mama jest łatwym celem dla firm i innych osób lubiących pouczać. 



W trakcie swojego wykładu Pani Katarzyna zadawała wiele istotnych pytań do dr inż. Magdaleny Sikory, która później przeprowadziła z nami ciekawe warsztaty pt. „Konserwanty bezpieczniejsze niż bakterie? Fakty i mity o składach produktów”, umożliwiając nam stworzenie dwóch kosmetyków dla dzieci: płynu 3 w 1 oraz oliwki. Kosmetyk dla dziecka powinien być bezpieczny i funkcjonalny, jest to niezaprzeczalna prawda.






Zakażenia kosmetyków, o których już wspomniałam mogą mieć swoje potencjalne źródła w użytej do produkcji wodzie, surowcach, opakowaniu czy też ze strony samego użytkownika. Wystarczy, że bakterie z dłoni pozostaną w słoiczku z kremem i już będą oddziaływały na kosmetyk, który później będzie negatywnie oddziaływał na użytkownika powodując wspomnianą alergię/wysypkę.

Zakażony produkt kosmetyczny = produkt niebezpieczny.




To konserwanty, których tak bardzo wszyscy chcą unikać chronią nas przed potencjalnym zakażeniem. Sami zobaczcie, na zdjęciu poniżej mamy krem bez konserwantów, na którym pojawiła się pleśń. Konserwanty dodawane do kosmetyku zapobiegają psuciu przez mikroorganizmy oraz zapewniają jakość i bezpieczeństwo produktu.



Nie powinniśmy się tak bać konserwantów zważywszy, że rośliny i owoce w sposób naturalny zawierają środki konserwujące identyczne z używanymi w kosmetykach myjących i produktach do pielęgnacji. Konserwanty są istotne w produktach zawierających w swoim składzie wodę, która jest głównym środowiskiem rozwoju drobnoustrojów.




Powinniśmy jednak brać pod uwagę ilość konserwantów w kosmetyku, jego zbyt mała ilość nie chroni odpowiednio kosmetyku przed rozwojem szkodliwych bakterii czy grzybów, zbyt duża ilość może powodować podrażnienie skóry, natomiast odpowiednia ilość substancji konserwujących chroni nas, zapewniając bezpieczeństwo i czystość mikrobiologiczną kosmetyku oraz nie zmienia łagodności samego produktu.

SLS i SLES dla wielu z nas stanowi rzecz okropną, której nie powinno się używać bo szkodzi itp. Nie raz kierując się opiniami innych osób szukałam szamponu do włosów bez SLS i SLES, okazuje się, że całkiem niepotrzebnie.
SLS i SLES to anionowe środki powierzchniowo czynne o właściwościach myjących i pianotwórczych. Są całkowicie bezpiecznie i zaakceptowane do stosowania w produktach myjących. SLS może mieć działanie drażniące, ale tylko wtedy, gdy jest stosowany jako pojedyncza substancja w wysokich stężeniach i przy długotrwałym kontakcie ze skórą. W kosmetykach nigdy nie stosuje się takich układów. Dlatego nie bójmy się używać np. szamponów lub płynów z SLS lub SLES.

Emolienty, tylko z apteki? Stanowczo nie, bowiem emolient to zarówno pojedynczy składnik, jak i gotowy kosmetyk, którego zadaniem jest natłuszczanie, zmiękczanie i pośrednio nawilżanie skóry. Do emolientów należą między innymi zwykłe oliwki, mleczka czy kremy, które w swoim składzie zawierają składniki natłuszczające skórę, chociażby olej parafinowy.


To są trzy najważniejsze rzeczy, które wyniosłam z tych warsztatów, a było ich o wiele więcej. Całe spotkanie uwieńczone zostało wykładem pani Agnieszki Machnio „Historia jednego produktu – tradycja czy innowacja”.

Firma Johnson`s prowadzi badania naukowe od 125 lat i posiada dzięki temu unikalną wiedzę na temat skóry dzieci. Dodatkowo firma pomogła w opracowaniu ponad 90% ze wszystkich publikacji i recenzowanej literatury naukowej na temat skóry dzieci w ostatnich 5 latach. (Dane z badań własnych Johnson`s 2017)
Wiedza i doświadczenie, współpraca  z profesjonalistami, odkrycia naukowe oraz opinie rodziców to priorytety dla Johnson`s aby ich produkty spełniały wszystkie wymagania w celu zaspokojenia potrzeb rozwijającej się skóry dziecka.

Wszystkie kosmetyki przechodzą przez rygorystyczny proces kontroli w 5 najważniejszych krokach:
  1. Bezpieczne surowce.
  2. Ocena bezpieczeństwa składników.
  3. Testy kliniczne.
  4. Testowanie w praktyce.
  5. Ciągły monitoring.
Warto również wspomnieć o unikalnej formule No More Tears, która minimalizuje reakcję środków powierzchniowo czynnych z naskórkiem, zapewniając lepszą ochronę dla rozwijającej się bariery ochronnej skóry dziecka, dzięki temu produkt jest tak łagodny dla skóry i oczu jak czysta woda. Jak to się dzieje? Otóż w produktach myjących zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci środki powierzchniowo czynne w połączeniu z wodą tworzą kuliste formy zwane micelami. Wielkość i rodzaj miceli ma wpływ na łagodność produktu.



Nie wiem jak u was, ale dla nas ważny był rytuał na dobranoc, po spotkaniu stwierdziłam, że był on zgodny z tym co zaleca firma Johnson`s. Wiadomo, że z czasem rytuał nam się zmieniał, ale dopóki dzieci były małe kąpiel wiązała się ze szczególną bliskością i jej tworzeniem. Delikatność płynów używanych do kąpieli, później masaż i przytulenie czy nakarmienie malucha sprawiało, że ta bliskość była większa i bardziej wartościowa. Polecam każdemu by od pierwszych dni życia swojego dziecka zadbał o ten rytuał i bliskość nim wywołaną.

Na koniec miałam przyjemność zrobienia zdjęcia wspólnie z Katarzyną Bosacką.




 Jak to jest u Was? Jakich kosmetyków używacie?


*wpis powstał przy współpracy z marką JOHNSON`S 
Copyright © 2016 GUGUSIOWO , Blogger